
Zacznę od czegoś dla tych, którzy nie czytali tego, co pisałem poprzednio, lub czytali, ale zapomnieli. Tytułowa branża to jidysz, branża jidysz. A ściślej – poświęcony kulturze internetowy periodyk „Yiddish Branzhe” (zob. https://yiddishbranzhe.com/).
W jednym z odcinków cyklu „Co w branży piszczy?” pisałem, czego można posłuchać w dziale „Klangbuch” (Audiobook), teraz proponuję nieco uwagi poświęcić tym, których można posłuchać, czyli lektorom. Pierwszy z nich w kolejności pojawiania się nagrań na stronie „Yiddish Branzhe” to pisarz i lektor radia izraelskiego Michael Ben-Abraham, o którym pisałem już w poprzednim odcinku. Potem pojawiła się aktorka Szura Grinhojz-Turkow (też Grynhojz, Greenhoyz) (1924–2020). Pochodziła z Białegostoku, po latach w wywiadzie dla Yiddish Book Center, wspominając dom rodzinny, powie (cyt. za www.jewishbialystok.pl):
„W domu zarobki były marne, ale dom był ciepły; żydowski dom, ojciec był żydowskim aktorem, w domu rozmawiali po żydowsku, też po polsku i rosyjsku. Matka ukończyła rosyjskie gimnazjum, mówiła po rosyjsku, ale ja z siostrą Lusią rozmawiałyśmy po polsku, a w domu po żydowsku”.
Wielojęzyczność z przyczyn oczywistych była swego rodzaju normą wśród Żydów, ale jej językiem do końca życia pozostanie jidysz. Występować zaczęła podczas II wojny światowej, którą przeżyła na terenie ZSRR, potem grała w każdym z trzech istniejących w latach 50. polskich teatrów żydowskich w Łodzi, Wrocławiu i Warszawie. Z Polski do Izraela wyjechała w 1957 roku i osiadła w Bat Jam, gdzie przez wiele lat kierowała ośrodkiem kultury jidysz, jakim był dom-muzeum Szaloma Asza. Okazjonalnie występowała jako recytatorka-lektorka, ale nie licząc drobnych występów, nie grała już w teatrze. W Izraelu funkcjonował wprawdzie teatr wystawiający w jidysz, ale Szura Grinhojz-Turkow, sama będąc mistrzynią słowa i recytacji, nie miała najlepszego zdania o tamtejszych aktorach grających w jidysz: „Nie znając języka, nauczyli się niepoprawnie, młodzi ludzie, którzy nie mają za sobą bagażu żydostwa, którzy nie wiedzą nic o świecie żydowskim. Ale grają, bo nie ma innych”.
Wyjątkową postacią był też Herc Grosbard (1892–1994), którego posłuchać można w kilku odcinkach „Klangbuch”. Z własnej inicjatywy nagrał dziesięć wydanych już po śmierci płyt gramofonowych, na których prezentował dzieła literatury jidysz. Znany pisarz Dawid Bergelson powiedział o nim: „Grosbard jest współczesnym hazanem współczesnej literatury żydowskiej”, a poeta Abraham Suckewer napisał, że Grosbard „tworzy poetycką atmosferę, którą oddychasz przez lata”.
Urodzony w Łodzi w rodzinie chasydzkiej Grosbard otrzymał tradycyjne wykształcenie żydowskie (cheder), ale potem jako nastolatek uczył się w szkole dramatycznej i trafił do powstałej w 1916 roku słynnej Wilner Trupe (Trupa Wileńska), gdzie od razu został zauważony przez krytykę teatralną. Mimo odniesionego sukcesu rozstał się z Trupą i przeniósł się do teatru żydowskiego w Berlinie. W połowie lat 20. zaczął dawać „koncerty słowne”. Pierwszy udokumentowany „wieczór recytacji” odbył się 16 maja 1925 roku w siedzibie Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich w Warszawie. Sukces „koncertów” spowodował, że oddał się w pełni temu zajęciu. Do 1939 roku Grosbard występował głównie w Europie (Polska, Litwa, Rumunia, Estonia, Łotwa, Finlandia, Dania, Belgia i Francja). Na samej Litwie w latach 1928–1939 dał 150 koncertów słownych. Występy te odbywały się w liczących nawet tysiąc miejsc salach, więc jeden z krytyków obliczył, że statystycznie rzecz biorąc, każdy litewski Żyd był na występie Grosbarda. Potem koncertował też w obu Amerykach i RPA. Mieszkał w Argentynie, USA i Kanadzie, a od 1971 roku w Izraelu. Ostatni „koncert słowny” dał w 1992 roku, na obchodach swych setnych urodzin w Holonie, w którym spędził ostatnie lata życia.
Krytycy wielokrotnie starali się nazwać i opisać to, co robił Grosbard. Sięgając do recenzji z jego występów, można przeczytać:
„To nie jest recytacja, nie dodatek do czegoś innego, ale sztuka – sama dla siebie”.
„Sztuka teatralna Grosbarda jest teatralna, ale bez konwencjonalnej teatralności, występuje bez scenografii, bez makijażu, bez masek stworzonych przez człowieka, jest tylko jego głos, jego spojrzenia, jego mimika i gesty”.
Wszyscy ci lektorzy już nie żyją, nie spotkamy ich na koncercie słownym, ale wciąż można ich posłuchać – wystarczy wejść do działu „Klangbuch” na stronach „Yiddish Branzhe”.
Fot. Szura Grinhojz-Turkow, źr. https://www.jewishbialystok.pl/Szura-GrinhojzTurkow,5400,7946





































