Warszawa i warszawscy Żydzi w niemieckich opisach miasta z 1884 i 1876 roku

Paweł Fijałkowski

XIX-wieczna Warszawa była miastem często odwiedzanym przez cudzoziemców, a wielu z nich sporządziło krótsze lub dłuższe relacje ze swego pobytu w stolicy Królestwa Polskiego. Zawierają one sporo cennych informacji na temat życia miasta i jednocześnie ukazują nam, jak było postrzegane przez przybyszów z różnych stron świata. Pośród
opisów Warszawy będących dziełem podróżników i publicystów pod wieloma względami wyróżniają się teksty opublikowane w 1844 i 1876 roku przez autorów pochodzących z Niemiec. Charakteryzuje je obszerność i bardzo oryginalne, choć całkiem odmienne ujęcie tematu.

Carl Goehring i jego książka o Warszawie 

Carl (Karl) Goehring (Göhring) (zm. po 1869) należał do publicystów i wydawców działających w Lipsku. Większość jego dzieł adresowana była do niemieckiej młodzieży, przy czym charakteryzował je patriotyczno-moralizatorski sposób opowiadania o historii. Przedstawiając odległe w czasie i przestrzeni kultury, porównywał je do dobrze znanych czytelnikowi, szczególnie do kultury niemieckiej. Krzysztof Kolumb był dla niego prawdziwie niemieckim człowiekiem, bo choć nie urodził się i nie działał w Niemczech, cechowały go silna wola, pewność siebie, wielka wytrwałość, odwaga i roztropność, czyli – jak twierdził – typowo niemieckie cechy. Jednocześnie Goehring uważał, że wielcy ludzie należeli do całego świata, toteż o Jezusie pisał: „Czyż nie jest rodowitym Niemcem? Tak i nie tylko! Czyż nie jest rodowitym Rosjaninem, Francuzem, Anglikiem? Czyż nie jest rodowitym [przedstawicielem] wszystkich narodów, które oddają mu cześć?”.
Goehring pisał głównie o historii Niemiec oraz znaczących postaciach z historii powszechnej, ale książki poświęcone Polsce i jej dziejom zajmowały w jego dorobku
znaczące miejsce. Były to przede wszystkim: Polen unter russischer Herrschaft. Reisen und Sittenschilderungen aus der neuesten Zeit (t. 1–3, Lipsk 1843) oraz Geschichte des Polnischen Volkes von seinem Ursprunge bis zur Gegenwart (t. 1–4, Lipsk 1846–1847).
Ta druga ukazała się później w przekładzie Jana Szweykowskiego jako Historya narodu polskiego od jego początku do teraźniejszości (t. 1–5, Lwów 1867). Bliżej zajmiemy się książką noszącą nieco zaskakujący tytuł Warschau. Eine russische Hauptstadt (pol. Warszawa. Rosyjska stolica), opublikowaną w Lipsku w 1844 roku i dedykowaną „Dem Schatten Kosciuszko’s”, czyli „Cieniowi Kościuszki”.
Ta dwutomowa publikacja była efektem wielokrotnego pobytu Goehringa w Warszawie, która dopiero co przezwyciężała skutki powstania listopadowego. W efekcie
zniszczeń wojennych, emigracji i epidemii cholery (przyniesionej podczas działań wojennych przez armię rosyjską) liczba stałych mieszkańców miasta spadła o kilkanaście
tysięcy i w 1832 roku wynosiła około 123 tysięcy. W następnych latach Warszawa zaczęła rozwijać się pod względem demograficznym, a jedocześnie rozrastała się społeczność żydowska. Do stolicy napływało wielu osadników z mniejszych miast i wsi, co wiązało się między innymi z rozwojem przemysłu metalowego i chemicznego oraz handlu. W 1845 roku liczba mieszkańców przekroczyła 165 tysięcy.

Książka Goehringa nie jest systematycznym opisem Warszawy, ponieważ autor postanowił przedstawić przede wszystkim główne aspekty życia jej mieszkańców.
W pięćdziesięciu dwóch rozdziałach, określonych mianem tygodni, znajdujemy wprawdzie charakterystykę miasta i różnych jego rejonów, bliższe informacje na temat
zamku i cytadeli, Teatru Wielkiego, parków, pomników, łaźni i szpitali. Jednakże rozdziały-tygodnie są przede wszystkim prezentacją różnych dziedzin życia, zawierają
omówienie takich zagadnień jak: święta, uroczystości i zabawy, stowarzyszenia, życie kulturalne, szkolnictwo, policja i tajne służby, przestępczość i więziennictwo, dobroczynność i opieka zdrowotna, łączność i komunikacja, prostytucja oraz higiena.
Autor starał się ukazać czytelnikowi nie tylko życie miasta, lecz także jego przeszłość, aczkolwiek w rozważaniach na ten temat przytaczał zarówno ludowe opowieści,
jak i fakty historyczne. Dowiadujemy się, że Warszawa została założona przez sarmackiego rybaka, który osiedlił się na wysokim brzegu rzeki, w jego ślad poszło wielu
innych rybaków, a następnie rolników. Z biegiem czasu powstały Stare i Nowe Miasto, zawdzięczające swój rozwój Zygmuntowi III Wazie, który przeniósł do Warszawy swą siedzibę Takie swobodne zestawianie legend i faktów nie było w ówczesnym piśmiennictwie niczym wyjątkowym. Odzwierciedlało ówczesny stan historiografii, dalekiej od dzisiejszej krytyki źródeł, pełnej fantastycznych hipotez.
Goehring postrzegał Warszawę jako metropolię kontrastów, gdzie znajdowało się wiele potężnych kościołów oraz wspaniałych pałaców i jeszcze więcej biednych, drewnianych domów. „Jest czymś charakterystycznym dla Warszawy, że chaty i pałace mieszają się”. Zauważał, że ulice, szczególnie na Starym i Nowym Mieście, były wąskie, bruki źle ułożone lub pozapadane, a do tego pokryte grubą warstwą błota. Wiele ulic miało nawierzchnię z desek lub z pojedynczych kamieni, wystających z błota. Pisał: „W niektórych ulicach po obu stronach najwstrętniejszych jezdni usypano groble dla przechodniów. Natomiast większość bocznych ulic, mianowicie w straszliwych dzielnicach nad Wisłą, w których mieszka najgorszy rodzaj ludności, w ogóle nie ma bruku. Błoto jest tutaj jesienią i wiosną bezdenne, a mrowie Żydów, rosyjskich żołnierzy, chłopów, pospólstwa i wysoko podkasanych kobiet [brodzących] w nim przedstawia najprzedziwniejszy widok”.
Warszawskie place, pełniące funkcję targowisk, zostały przedstawione przez Goehringa jako tłoczne i gwarne, dostarczające przybyszowi różnorodnych wrażeń:
„Z wyjątkiem świąt przypominają rozgrzebane mrowiska, ponieważ odbywająca się na nich sprzedaż żywności gromadzi wielu spośród mnóstwa ludzi. Za sprawą swych
funkcji handlowych przedstawiają w najwyższym stopniu pocieszny widok. Za grupą dwudziestu do trzydziestu żydowskich i chrześcijańskich sprzedawczyń chleba i [leżącymi] bezpośrednio na ziemi lub co najwyżej na rozścielonych gałęziach lub wiązkach słomy stertami chleba i bułek znajdują się całe stada gęsi, z których właściciele, długobrodzi, brudni Żydzi, nieustannie wyłapują za pomocą kija najlepsze okazy, aby pokazywać je przechodzącym damom i przez nachalne zachwalanie uczynić godnymi pożądania. Przed lub za stadami gęsi stoją budy z obuwiem i mizernymi szewcowymi, z którymi tu i tam targują się zawzięcie chłopi i inni ludzie niższego stanu. Przed lub obok tych bud stoją grube żony kolonistów pod zwykłym zadaszeniem, między wysokimi beczkami masła, przed wiszącą wagą i kilkoma stojącymi nieco na boku beczkami sera, które wydzielają z siebie smród odstraszający owady i inne zwierzęta, wabiący natomiast ludzi”.
Wyjaśnijmy, że wspomniane powyżej handlarki masłem i serem były żonami niemieckich osadników mieszkających na środkowym Mazowszu, głównie w dolinie Wisły,
zajmujących się hodowlą bydła i prowadzeniem sadów. Dostarczali oni na targowiska w okolicznych miastach, w dużej części do Warszawy, przede wszystkim produkty
mleczne, a także przetwory owocowe. Owoce, głównie śliwki, suszono lub produkowano z nich powidła.
Zdaniem Goehringa jedną z cech charakterystycznych stolicy Królestwa Polskiego, wyróżniających ją spośród innych miast Europy, była różnorodność pojazdów konnych.
Wymienił niemieckie powozy, francuskie karety, żydowskie wozy transportowe, polskie bryczki zaprzężone w dwa, cztery lub pięć koni, angielskie dwukółki, rosyjskie
trójki i czwórki oraz ciągnięte przez woły kibitki. Pisał na ten temat: „Niezwykła różnorodność pojazdów zauważalna w Warszawie pozostaje w bliskim stosunku z różnością klas mieszkańców, tworzoną przez stany i narodowości, tak że z rodzaju pojazdu, nie myląc się zbytnio, można wywnioskować, czy pasażer lub właściciel jest Niemcem, Anglikiem, Polakiem, Rosjaninem itp.”.
Szczególnie dużo miejsca poświęcił Goehring opisowi żydowskich wozów, dowodząc, że ich wyjątkowe rozmiary i pakowność odzwierciedlają biznesowe podejście
właścicieli:
„Bardzo osobliwymi i robiącymi na przybyszu niesamowite wrażenie jednostkami pośród warszawskich pojazdów są żydowskie wozy transportowe, które mają się do
wszystkich dwuosiowych wozów jak jeż do pchły […]. [Wóz] składa się mianowicie z długiej na około sześć łokci [tj. 3,46 m], bardzo szerokiej i głębokiej skrzyni, która
zbudowana jest ze splecionych prętami drabin i spoczywa na bardzo nisko osadzonych kołach […]. Tylną część nieforemnego wozu przykrywa swego rodzaju zadaszenie z woskowanego płótna, przypominające namiot, przymocowane na stałe i niezdejmowalne, pod którym znajduje wygodne miejsce pół tuzina hebrajskich istot w wielkich kapeluszach z szerokimi rondami lub w sobolowych czapach.
Pojazd posiada zalety szczególnie cenione przez Żydów. Jeśli Żyd musi wyruszać w podróże w sprawach związanych ze swym właściwym interesem, nie chce, by pociągały za sobą koszty, lecz by służyły jego interesowi nieodpłatnie, a nawet jeszcze przynosiły zysk. Obojętnie, czy jest jubilerem, księgarzem lub handlarzem tkanin, czy jedzie po złoto, perkal, czy książki, w prowincjonalnych miastach kupuje przy okazji tanie zboże, siano, len lub inne tego rodzaju [towary], aby zabrać je do Warszawy dla korzystnej sprzedaży. A ponieważ pragnie mieć zawsze tak wielki zysk, jak to tylko jest możliwe, także ładunek i wóz muszą być tak wielkie, jak to tylko jest możliwe […].
Tak więc widzi się często na ulicach Warszawy takie monstrualne żydowskie pojazdy transportowe, wypełnione po brzegi workami zboża, beczkami oleju i tym podobnymi, obciążone dziesięcioma do piętnastu płatnymi pasażerami, którzy częściowo pod wielkim zadaszeniem leżą jak peklowane śledzie jeden obok drugiego na towarze lub siedzą z podwiniętymi albo zwisającymi z drabiny nogami, obwieszeni wiązkami siana, lnu i konopi, ciągnione przez pięć do sześciu szeroko zaprzężonych, mocno rozpędzonych koni, jadące ulicami z trzaskiem i gwizdami”.
Goehring dysponował wiedzą, jakiej nie posiadał przeciętny przybysz. Czerpał ją zarówno z literatury, jak i z rozmów z mieszkańcami miasta. Trudno ocenić, na ile poznał język polski, ale przecież wielu warszawiaków posługiwało się językiem niemieckim. Zapewne rozmawiał zarówno z Polakami, jak i z Niemcami, a do zasłyszanych informacji podchodził często zupełnie bezkrytycznie. Toteż w jego książce fakty mieszają się z plotkami, a wszystko zostało podane w formie ironicznej anegdoty. Dobrym tego przykładem jest fragment na temat tajnej policji:
„Tym bardziej należy obawiać się szpiegów, którzy nie noszą mundurów. Ci należą wyłącznie do zacnego Żydostwa, ale nie noszą się po żydowsku. Niektórzy z nich pojawiają się raz w takim, raz w innym stroju […]. W kawiarniach i cukierniach, gdzie stale przebywa młoda część mieszkańców Warszawy oraz szlachetne duchy i ciała
z kraju, te podstępne żydowskie dusze w niewinnych chrześcijańskich ubiorach mają swe główne obserwatorium […]. Kręcą się po tym i tamtym kącie pokoju, obserwują
wprawnym okiem obecne osoby, by stwierdzić, czy dłuższa obecność mogłaby być opłacalna. Obracają się, rozglądając, przeglądając pobieżnie leżące w nieładzie gazety, spoglądając to na tego, to na tamtego i w końcu na upatrzony stół lub – lepiej powiedziawszy – na upatrzone osoby, które potrafią szybko wciągnąć w rozmowę. A wypytawszy o ich nazwisko i miejsce zamieszkania, kierują ją zręcznie lub niezręcznie na politykę, szczególnie losy Polski, sposób rządzenia i inne ryzykowne tematy, senat w Petersburgu, cesarza i jego działania, Francję i jej stosunek do Polski, polskie stowarzyszenia polityczne i patriotyczne – aby takowe wywęszyć”.

(...)

© Copyright 2014